Diagnoza Psychoterapia Rozwój

poniedziałek, 5 września 2016

Rozwój czy rozbój?


        Księgarnia, popołudnie. Wędruję między półkami jak turysta, który zna teren i może pozwolić sobie na spacer. Czas leniwy. Rutyna. Nagle porządek burzy wspomnienie sprzed dekady. W innej księgarni, w innym mieście, pytam o książki o rozwoju osobistym. Ekspedientka prowadzi do półki, na której stoi kilka książek, a większą część zajmują pozycje z sąsiedniego działu. Mija chwila... Kolejne wspomnienie. Pytam o książki w temacie rozwoju osobistego, a zasmucona pani ze współczuciem odpowiada: - Tam, ale musi Pan być w naprawdę trudnym położeniu, skoro czyta o rozwoju.
        Wracam ciałem i myślą do księgarni. Nadal popołudnie. Poszukiwanie działu o rozwoju nie trwa długo. Na półce wiele pozycji. Od książek o rozwoju duchowym przez zmianę charakteru, zwiększanie pewności siebie, panowanie nad gniewem po wydawnictwa o walce z lenistwem czy nadwrażliwością. Rozwój stał się słowem i zjawiskiem powszechnym, traktowanym na równi ze zmianą. Dziś są one wymagane, a większość z nich jest wręcz pożądana .
       Pracodawcy na rozmowach kwalifikacyjnych pytają o gotowość do rozwoju, aktorka opowiada o zmianie na potrzeby roli, modelka wyznaje, że jej rozwój osobisty zaczął się od tytanicznej pracy i stwierdza, że dzięki temu stała się lepszym człowiekiem. Na każdym kroku reklamodawcy zapewniają, że określony produkt dokona wielkich zmian i uczyni nasze życie lepszym, pełniejszym.
        W rozmowach towarzyskich pytanie "co słychać?" - kiedyś świadczące o zainteresowaniu drugim człowiekiem - obecnie domaga się odpowiedzi wskazującej, co rozmówca zmienił w swoim życiu. Zmianę nazywamy rozwojem, rozwój nazywamy zmianą.
         Na ile w tym wszystkim jesteśmy naturalni, na ile wynika to z zachłanności? Jeśli można zmienić wszystko - a przynajmniej próbować - to czy istnieje miejsce na tożsamość, mozolną naukę akceptacji siebie? Jeśli można wpłynąć na wszystko, to jaką ma to wartość? Nie wiem.
       Gdzie jest złoty środek w rozróżnieniu szkodliwych nawyków od tych, które czynią nas ludźmi a bezrefleksyjnym pędem ku zmianom? Jeśli już zaistnieją, to na ile są naturalne, a na ile wynikiem przemocy wobec siebie? Nie wiem, ale warto zmienić swój stosunek...do zmian.








2 komentarze:

  1. Piękny, potrzebny tekst. Z jednej strony potrzeba rozwoju- tak, chcę być lepszym człowiekiem, z drugiej- rozwój osobisty, trend, musimy być zoptymalizowani. Gdzie złoty środek? Może tam, gdzie uwiera nas samych, coś przeszkadza, coś zauważymy i wtedy zmiana? W końcu tak pojęta jest odpowiedzialnością?
    Pozdrawiam serdecznie.
    A. Krzyzanowska

    OdpowiedzUsuń
  2. Ślicznie dziękuję. Miło, że tekst skłonił do refleksji. Nie liczyłem na jakikolwiek odzew, więc tym bardziej pozwoli Pani, że wyrażę wdzięczność. Kolejne teksty w drodze. Zapraszam do lektury.
    Pozdrawiam.
    T.Majstrenko

    OdpowiedzUsuń