Diagnoza Psychoterapia Rozwój

sobota, 17 września 2016

Znajdzie się dla nas huśtawka


Mój największy życiowy błąd: rzadko zaglądam na plac zabaw. Środa. Obserwowałem dzieci. Nie zdawały sobie sprawy z hałasu, jaki powodowały samochody. Nie rozproszył ich pies i wrzeszczący do telefonu mężczyzna. Upał, dający się wszystkim we znaki, także jakimś cudem nie sprawował nad dziećmi władzy. Zapomniałem o problemach. Uśmiechałem się, jakbym był jednym z nich. Po pewnym czasie codzienne sprawy stały się priorytetem, lecz śmiech tych dzieci towarzyszył mi do wieczora.

Od zawsze słyszymy o darze, jaki dzieci posiadają - niezwykłej umiejętności bycia tu i teraz.
Myślę o krzywdzie, którą my-dorośli często robimy sobie i bliskim. Wiecznie pogrążeni w planach, porównaniach. Skoncentrowani na wydatkach, zobowiązaniach; jakby poza nimi nie istniał jakikolwiek ze światów. Kiedy spoglądam na większość dni, zauważam, jak często moje myśli skierowane są ku przeszłości lub przyszłości.
Każdy zna sytuacje, w której pogrążony w myślach, wykonuje czynność i wieczorem nie jest w stanie powiedzieć, co jadł na śniadanie, obiad; ilu mijał ludzi na ulicy; nawet jaka była pogoda. Gdy piszę felieton towarzyszy mi nastrój, jaki panował na placu zabaw i rozmyślam o przekleństwach dorosłego życia; powadze, którą dodajemy sobie nadmiernie. Pochylam się nad odrzuconym prawem do radości i robienia tego, co lubimy.

Czy apeluję o wieczną beztroskę? Nie. Kiedy patrzę w lustro, widzę napiętą szczękę, pomarszczone czoło. Dlatego wołam do dziecka we mnie, które zapomniało, jak brzmi mój głos: "Chodźmy na plac zabaw! Znajdzie się dla nas huśtawka."






sobota, 10 września 2016

Spacer przez niedoskonałe




Jako nastolatek lubiłem spacery. Razem z sąsiadką zabieraliśmy do plecaka bułki, napój i ruszaliśmy w drogę. Towarzyszyły nam marzenia, które budziły się w rytmie spokojnych kroków. Miały one wspólny mianownik (marzenia, a nie kroki): DOSKONAŁOŚĆ - praca, zarobki, małżeństwa, dzieci....
czyli ciągły happy life i happy end.

Dzisiaj rozmyślałem o latach późniejszych, pasmach udręk, komplikacji, krótkich momentach szczęścia. Wróciłem także do marzeń nastoletnich. Niektóre się spełniły. Kilka jest innych od wymarzonego rezultatu, niektóre czekają na stosowny moment .Niektóre już dawno zostały spełnione.
Dlaczego nie byłem szczęśliwy i w żalu, nostalgii wróciłem do nastoletnich spacerów? Przyjrzałem się sobie, przyjaciołom, rodzinie, znajomym. Większość z nas, jak ci nastolatkowie, wierzy, że szczęście jest wartością totalną. Jest albo nie. Świetnie lub beznadziejnie. Dlaczego tak bardzo chcemy aby życie było doskonałe?

Spotkałem ostatnio wspomnianą sąsiadkę. Mimo posiadania wymarzonej pracy, męża, w którym zakochana była od dzieciństwa i wspaniałej, energicznej córeczki z trudem odczuwała szczęście, argumentując to... swoją nerwowością.

Każdy z nas jako nastolatek wybierał się na takie spacery napędzane marzeniami. Wszyscy pragnęliśmy zdrowia, miłości, bogactwa. Dziś, w czasach naznaczonych pospiechem, warto wrócić myślą do nich i dostrzec, że tak naprawdę nie chodziło o doskonałe życie, lecz jego rytm, w którym jedynie bez ponaglania można na swojej drodze spotkać marzenia, refleksję i wdzięczność. Dlatego ubierzmy odpowiednią odzież, obuwie i jeszcze raz, jeszcze raz wszyscy pójdźmy na spacer.

























poniedziałek, 5 września 2016

Rozwój czy rozbój?


        Księgarnia, popołudnie. Wędruję między półkami jak turysta, który zna teren i może pozwolić sobie na spacer. Czas leniwy. Rutyna. Nagle porządek burzy wspomnienie sprzed dekady. W innej księgarni, w innym mieście, pytam o książki o rozwoju osobistym. Ekspedientka prowadzi do półki, na której stoi kilka książek, a większą część zajmują pozycje z sąsiedniego działu. Mija chwila... Kolejne wspomnienie. Pytam o książki w temacie rozwoju osobistego, a zasmucona pani ze współczuciem odpowiada: - Tam, ale musi Pan być w naprawdę trudnym położeniu, skoro czyta o rozwoju.
        Wracam ciałem i myślą do księgarni. Nadal popołudnie. Poszukiwanie działu o rozwoju nie trwa długo. Na półce wiele pozycji. Od książek o rozwoju duchowym przez zmianę charakteru, zwiększanie pewności siebie, panowanie nad gniewem po wydawnictwa o walce z lenistwem czy nadwrażliwością. Rozwój stał się słowem i zjawiskiem powszechnym, traktowanym na równi ze zmianą. Dziś są one wymagane, a większość z nich jest wręcz pożądana .
       Pracodawcy na rozmowach kwalifikacyjnych pytają o gotowość do rozwoju, aktorka opowiada o zmianie na potrzeby roli, modelka wyznaje, że jej rozwój osobisty zaczął się od tytanicznej pracy i stwierdza, że dzięki temu stała się lepszym człowiekiem. Na każdym kroku reklamodawcy zapewniają, że określony produkt dokona wielkich zmian i uczyni nasze życie lepszym, pełniejszym.
        W rozmowach towarzyskich pytanie "co słychać?" - kiedyś świadczące o zainteresowaniu drugim człowiekiem - obecnie domaga się odpowiedzi wskazującej, co rozmówca zmienił w swoim życiu. Zmianę nazywamy rozwojem, rozwój nazywamy zmianą.
         Na ile w tym wszystkim jesteśmy naturalni, na ile wynika to z zachłanności? Jeśli można zmienić wszystko - a przynajmniej próbować - to czy istnieje miejsce na tożsamość, mozolną naukę akceptacji siebie? Jeśli można wpłynąć na wszystko, to jaką ma to wartość? Nie wiem.
       Gdzie jest złoty środek w rozróżnieniu szkodliwych nawyków od tych, które czynią nas ludźmi a bezrefleksyjnym pędem ku zmianom? Jeśli już zaistnieją, to na ile są naturalne, a na ile wynikiem przemocy wobec siebie? Nie wiem, ale warto zmienić swój stosunek...do zmian.








wtorek, 23 lutego 2016

To nie choroba, czyli o życiu osób LGBT

               "Jeśli jesteś biseksualny, jesteś zakłopotany. Jeśli jesteś gejem - to grzech.
Jeśli jesteś chudy, bierzesz narkotyki. Jeśli jesteś gruby, wyglądasz wstrętnie.
Jeśli jesteś wystrojony, jesteś zarozumiały. Jeśli ubierasz się komfortowo, jesteś flejtuchem.
Jeśli mówisz, co myślisz, jesteś dziwką. Jeśli nic nie mówisz, jesteś niegrzeczna.
Jeśli jesteś słodka dla nieznajomych, jesteś sztuczna. Jeśli płaczesz, jesteś królową dramatu.
Jeśli masz przyjaciół facetów, jesteś kurwą. Jeśli masz przyjaciółki kobiety, jesteś graczem.
Nie możesz niczego zrobić nie będąc zaszufladkowanym.
Żyjemy w społeczeństwie, gdzie ludzie nie mogą przetrwać,
jeśli nie oceniają następnej osoby."
- Naomi Campbell

           Mało jest tematów, które ostatnimi czasy wywołują tyle emocji u Polaków, co homoseksualizm i sprawa gender. Politycy mówią o zamachu na rodzinę i tradycyjne wartości, dodają, że „kiedyś tego nie było”. Trudno w tej dyskusji o racjonalne argumenty, opinie, które słyszymy w mediach są mało merytoryczne i odwołują się raczej do osobistych preferencji czy przekonań. Zwieńczeniem tej polemiki jest słynne już zdanie posła Węgrzyna: Z gejami to dajmy sobie spokój, ale z lesbijkami, to chętnie bym popatrzył”. Debata na tym poziomie jest wybitnie heteronormatywna, sprowadza nieheteroseksualność do chwilowej zachcianki czy kaprysu i ma niewiele wspólnego z rzeczywistym życiem osób LGBT (z ang. Lesbian, Gay, Bisexual, Transgender).

Nie tylko seks
Tymczasem homoseksualizm to nie tylko preferowanie kontaktów seksualnych z osobami tej samej płci. Orientacja seksualna obejmuje bowiem także pociąg emocjonalny i romantyczny, czyli takie uczucia jak czułość, bliskość, przyjaźń, intymność, gotowość do wejścia w związek z drugą osobą konkretnej płci. Obok orientacji heteroseksualnej i homoseksualnej wyróżnia się także orientację biseksualną, kiedy w równym stopniu preferuje się kontakty z osobami obu płci. Dodatkowo rzadko zdarzają się osoby wyłącznie hetero- lub homoseksualne, większość społeczeństwa mieści się gdzieś na kontinuum pomiędzy tymi dwoma biegunami, a w ciągu życia ich preferencje mogą ulegać nieznacznym zmianom w obu kierunkach. Preferencje seksualne opisuje skala Kinseya, gdzie 0 oznacza preferowanie wyłącznie kontaktów heteroseksualnych, 1 – przeważnie heteroseksualizm, tylko okolicznościowo homoseksualizm; 2 - przeważnie heteroseksualizm, lecz częściej niż okolicznościowo homoseksualizm; 3 - w równej mierze hetero- i homoseksualizm; 4 - przeważnie homoseksualizm, lecz częściej niż okolicznościowo heteroseksualizm; 5 - przeważnie homoseksualizm, tylko okolicznościowo heteroseksualizm; 6 – wyłącznie homoseksualizm.
Także Alfred Kinsey, wraz ze współpracownikami, przeprowadził pierwsze ogromne badania nad ludzką seksualnością. Jego raport z 1948 rok ujawnił, że ponad jedna trzecia amerykańskich mężczyzn miało w swoim życiu jakieś doświadczenia homoseksualne. Kolejne sprawozdanie Kinseya, tym razem dotyczące kobiet, z 1953 roku, pokazało, że ponad 20% Amerykanek miało w życiu więcej niż jeden epizod homoseksualny. Liczne badania prowadzone na całym świecie określają odsetek osób ujawniających w ciągu życia tylko i wyłącznie homoseksualne preferencje (kryterium „6” wg Kinseya) na 2-6% ogółu społeczeństwa, z kolei „czystą” heteroseksualność (czyli „0” w skali Kinseya) przejawia w różnych kulturach odpowiednio 52-78% mężczyzn i 61-71% kobiet. Oznacza to, że w ciągu życia preferencje homo- lub biseksualne w różnym nasileniu przejawia 22-48% mężczyzn i 29-39% kobiet.
Orientacja seksualna ujawnia się dość wcześnie, często już w wieku wczesnoszkolnym. U osób homoseksualnych, z obawy przed konsekwencjami społecznymi, proces jej zaakceptowania i oznajmienia otoczeniu trwa dość długo; przeważnie coming out ma miejsce w wieku 20-30 lat, czasami nie dochodzi do niego nigdy. Osoby obserwujące u siebie nieheteroseksualne tendencje, bojąc się odrzucenia przez bliskich i znajomych, starają się żyć jak reszta społeczeństwa – chodzą na randki z osobami przeciwnej płci, zawierają związki małżeńskie, mają dzieci. Z reguły jednak (szczególnie wśród osób wyłącznie homoseksualnych) zawarte małżeństwa nie należą do udanych, a dodatkowo prędzej czy później i tak dochodzi do zdrad z osobami tej samej płci.

Stres mniejszościowy
Homoseksualizm został skreślony z listy chorób i zaburzeń przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne już w 1973 roku, mimo to wśród psychologów chrześcijańskich jest on nadal uważany za zboczenie, które należy leczyć. Powołują się oni na statystyki mówiące, że geje i lesbijki częściej niż inni chorują psychicznie lub są pedofilami. Te pierwsze dane są zresztą prawdą, drugie - o pedofilii - już nie.
Typowe objawy występujące u osób homoseksualnych to niska samoocena i poczucie własnej wartości, zagubienie, wstyd, poczucie winy, lęk przed nawiązywaniem kontaktów z innymi osobami, nerwice i depresje, popadanie w nałogi, wyalienowanie i samotność, myśli i próby samobójcze. Z tego powodu osoby homoseksualne korzystają z pomocy psychiatrów rzeczywiście dużo częściej niż ogół społeczeństwa. Wśród osób z nerwicą czy depresją odsetek homoseksualistów jest dość wysoki, stąd wyciągany błędny wniosek, że to z powodu nerwicy czy zaburzeń osobowości jednostka przejawia taką orientację (co czasami ma miejsce, jednak zjawisko to należy raczej do rzadkości).
Tymczasem podobne objawy psychopatologiczne towarzyszą także osobom należącym w społeczeństwie do innych mniejszości, nie tylko seksualnych: imigrantom, osobom cierpiącym na „wstydliwe” choroby (jak np. zaburzenia psychiczne, AIDS, łuszczyca, niepełnosprawność intelektualna), rodzinom alkoholików, osobom z najbiedniejszych lub patologicznych środowisk itp.
Wszystkie te grupy ludzi muszą zmierzyć się z uprzedzeniami i stereotypami społecznymi. Wydaje się jednak, że spośród licznych „odmienności” tylko homoseksualizm jest potępiany z taką stanowczością przez Kościół, a to pogłębia polską homofobię jeszcze bardziej. Osoby homoseksualne stają się nie tylko obiektem drwin i żartów, często narażone są także na jawną agresję i przemoc. Czasem nie wytrzymują tej nagonki i same popełniają samobójstwo. Przykładem takiego zaszczucia może być sytuacja 14-letniego Dominika z Bieżunia, który przez to że nosił spodnie „rurki” był nazywany przez kolegów „pedziem”, bity, szykanowany i poniżany. W końcu chłopak nie wytrzymał i w roku 2015 się powiesił.

Promocja homoseksualizmu?
Homofobiczne środowiska żyją w przekonaniu, że homoseksualizm jest dziś promowany w mediach i niejako narzucany młodym osobom, które w innym przypadku byłyby przecież „normalne”.
Tymczasem homoseksualność to zjawisko stare jak świat. Wśród zwierząt nie jest niczym niezwykłym, a u szympansów bonobo homoseksualizm stanowi aż 75% wszystkich zachowań seksualnych.
W starożytności Platon uważał, że homoseksualizm to metafizyczna siła, która jest źródłem bohaterstwa oraz odwagi; poetka Safona pisała piękne homoerotyczne liryki miłosne; a mitologia grecka była pełna postaci homoseksualnych kochanków (jak np. Orfeusz, Apollo czy Hiacynt, na którego grobie po śmierci wyrosły kwiaty).
Spośród znanych osób o orientacji homoseksualnej można wymienić np. Leonarda da Vinci, Williama Szekspira, Moliera, Hansa Christiana Andersena, Oskara Wilda, Virginię Woolf, Marcela Prousta, Tomasza Manna; a z Polaków np.: Jarosława Iwaszkiewicza, Marię Konopnicką, Karola Szymanowskiego czy Marię Dąbrowską.
Badania nad przyczynami homoseksualizmu wskazują na jego wyraźne podłoże genetyczne: u bliźniąt jednojajowych współwystępowanie homoseksualizmu jest dwukrotnie częstsze (i wynosi 52%) niż u bliźniąt dwujajowych (22%). Oznacza to, że w ponad 50% (konkretnie w 52%) o orientacji seksualnej decydują geny. Kolejne 48% stanowi środowisko życia, np. wpływ progesteronu i testosteronu na płód w okresie ciąży. Badania ukazują również różnice w budowie mózgu u osób hetero- i homoseksualnych - głównie w obszarze spoidła przedniego oraz podwzgórza. Wychowanie może mieć znaczenie dla przyszłej orientacji, jednak jego wpływ okazuje się niewielki; a tym samym niewielkie lub żadne są możliwości zmiany własnej orientacji.
Homoseksualizm nie jest więc wyborem konkretnej osoby, tak jak nie jest nim orientacja heteroseksualna. Nie jest także zboczeniem czy chorobą, przynajmniej nie z punktu widzenia psychologii i medycyny. Jako grzech jest traktowany przez kulturę judeo-chrześcijańską, która uważa, ze jest sprzeczny z prawem naturalnym. Tymczasem homoseksualizm nie należy do rzadkości; ani w świecie ludzi, ani w świecie zwierząt. W tak żywej dziś dyskusji o prawach gejów i lesbijek – nie zapominajmy, że w związkach jednopłciowych żyje w Polsce około miliona osób. To nie marginalny problem społeczny, ale realne życie wielu polskich obywateli. I to o ich przyszłym losie właśnie decydujemy.

Bibliografia:
Iniewicz G., Mijas M., Grabski B. (2012) Wprowadzenie do Psychologii LGB. Wrocław: Wydawnictwo Continuo.
http://rodzinyzwyboru.pl/ - pierwszy kompleksowy projekt badawczy dotyczący rodzin nieheteroseksualnych w Polsce

poniedziałek, 15 lutego 2016

Poczucie kobiecości





Trochę, już zbieram się do napisania notki o kobiecości. Utkwiło we mnie zdanie Aleksandra Sauttre - niemieckiego psychoterapeuty par, który powiedział, "że najbardziej można obrazić mężczyzn zdaniem: nie rozumiesz mnie". Mężczyźni chcą rozumieć kobiety. Spotykam się z tym w swojej pracy z ludźmi. Kiedy dochodzą w swojej dojrzałości do punktu, w którym wygrywa u nich potrzeba więzi, pragną dobrych relacji i dającej obojgu w parze - satysfakcję, komunikacji.

Gdyby zerknąć nieco wstecz, historia niespecjalnie kłania się poczuciu kobiecości. Stawianie na siłę i władzę, męskie generalicje, wojny i wielowiekowe prawo do nauki na uniwersytecie dla mężczyzn nie zostawiało przestrzeni dla znaczenia kobiet w świecie. Na początku XIX wieku w Europie szpitale psychiatryczne wypełnione były głównie powiązanymi, w kaftanach kobietami; te podchodzące z zamożnych domów "leczyły się" na wszelkie możliwe choroby zagranicą, w luksusowych sanatoriach. W czasach kiedy swoją praktykę w Wiedniu otwierał Zygmunt Freud, poruszony do żywego kobiecą dolą, kobiecość utożsamiana była: z wysoce przerysowaną emocjonalnością manifestowaną na zewnątrz, egzaltacją, wkurzającą mężczyzn labilnością, teatralnością, niedorównywaniem kroku intelektowi i męskim emocjom zaprzęgniętym w cugle rezonu. Zastanawiam się czy kobiety mogłyby zwrócić inaczej męską uwagę na ich istnienie, na problemy, na znaczenie przeżyć świata wewnętrznego gdyby nie sięgały nieświadomie-świadomie po narzędzie wyolbrzymienia; maski, pióropusza, wachlarza, pod które zaczęto wraz z rozwojem psychologii wnikliwiej zaglądać.

Męskie oko od dawna zachwyca się kobiecą nagością. Od starożytności właściwie tematyka obrazów karmi się nagim, kobiecym ciałem. Ogromnie uprościłabym sprawę i właśnie uderzyła w silny zarzut wobec mężczyzn, że kobiecość to jedynie ekscytująca nagość czy ekshibicjonistyczny seksapil, a kanony piękna i urody są przecież różne, w zależności od czasów, kultury, kultywowania tradycji. O kobiecej kobiecie, mówimy zauważyłam wtedy, kiedy dobrze się ona czuje ze sobą, emanuje kobiecym urokiem osobistym, gracją, pogodzona i utożsamiona ze swoją płcią czasem kipi radością życia, poczuciem siły płynącej z własnej płci. Nie jest to takie łatwe w świecie, który brutalnie narzuca siłę, męskie wzorce, męski styl myślenia i podchodzenia do zadań. Kobiety, wciąż muszą więcej udowadniać w pracy, a ich zarobki na tych samych stanowiskach są w Polsce o 1/5 niższe, w Rosji nawet 3, 4 razy niższe niż mężczyzn. Mimo to, jako zagrożenie bardziej widać na tapecie społecznej feminizm i gender. Jest to odwracanie uwagi od problemu na skalę masową: płeć kobieca traktowana jest jako mniej warta niż męska. Filmy dokumentalne o Indiach pokazują ogromną skalę aborcji płodów płci żeńskiej, co gorsza niezależnie od sytuacji finansowej (w przypadku dziewczynek wedle tradycji trzeba uskładać na posag) także i bogatych dzielnicach poradnie z wczesnym usg to wyroki śmierci. Wychowanie dziewczynek to często: zwyczajnie gorsze traktowanie, maltretowanie ze względu na płeć, przeznaczenie na prostytucję, dzięki której żyje cała rodzina i kształci się rodzeństwo. Nie lepiej jest w innych krajach. W niektórych krajach afrykańskich rząd potrafi przyznawać pralkę bądź malakser kobietom z biedoty miejskiej za dokonanie aborcji. W Afganistanie ojcowie sprzedają dziewczynki, dużo starszym mężczyznom za owce i kawałek ziemi.

Jak to się dzieje, że płeć, która wydaje na świat potomstwo, płeć, która poszczycić się może dokonaniami Marii Curie Skłodowskiej, płeć - synonim płodności, płeć wielu bogini i matek bogów spotyka się z propagowanym przeświadczeniem gorszości płci żeńskiej? Tzw. płeć piękna to płeć słabsza? Zupełnie trudno jest zobaczyć skalę zjawiska dyskryminacji, ze względu na płeć w kraju, w którym zna się wiele silnych kobiet, rywalizujących z powodzeniem w męskich zawodach, także wykorzystujących mechanizmy władzy do swoich celów. Świat przecież nie jest czarno-biały.

Świat filmu pełen pełen jest od lat różnych typów wiecznej kobiecości: od filigranowej Audrey Hupburn zaczynając, poprzez regularne rysy i kształty Romi Schneider, nieskrępowanie Jane Birkin, zmysłowość Brigitte Bardot, prawie już posągowość Merylin Monroe...wśród Polskich Gwiazd świeci wciąż niezrównanie mocno: Barbara Brylska, Pola Raksa, Kalina Jędrusik, z młodszego pokolenia: Anna Przybylska. Zastanawiam się, jaka siła drzemała w tych Dziewczynach, a potem Kobietach ekranu, że pomimo własnego poczucia nieszczęścia, niespełnienia, ogromnego osamotnienia emanują, wciąż tą kobiecą energią, której koszta stanowiła nierzadko śmierć bliskich lub własna. Kiedy patrzę na fotografię z intrygującymi spojrzeniami, w ładnych strojach z dobraną biżuterią nabieram się, przyznam uczciwie na całościowość, na jakąś niedoścignioną kobiecą siłę uwodzenia i czarowania otoczenia, aurę flirtu z życiem i czerpania garściami, mimo wcale niesłabnącego, a przeciwnie - ciężaru tego życia.

Dużo łatwiej zebrać to, co negatywne, co może osłabiać (przepracowane przestaje) poczucie kobiecości: kompleksy, spadki poczucia własnej wartości przy rozstaniach, żałobie, chorobie i utratach pracy, sztuczne ideały-wzorce, do których kobieta wiedziona własnymi aspiracjami ciągnie, a tylko pogodzenie się ze sobą taką, jaką się jest pozwala cieszyć się swoim ciałem, życiem i byciem kobietą. Jestem za celebrowaniem kobiecości: za wzór stawiam profesora Lwa-Starowicza, który namaścił moment stania się kobietami swoich córek: w atmosferze ogólnej radości i gratulacji Doktor otworzył szampana.
Pogodna akceptacja, wydobywanie własnej urody, odwaga bycia sobą prognozuje na przeżywanie siebie jako matki, babki, prababki. Kobiecość to także ciało, które wydobywa psyche i pozwala doznawać przyjemności, głaskania, przytulania czy rozkoszy erotycznych. Na szczęście czasy, w których należy je umęczać minęły bezpowrotnie. Pokochaj samą siebie! Przestań wierzyć, że musisz zrzucić jeszcze tylko parę kilo, powiększyć piersi albo upodobnić się do jakiejś gwiazdy, aby siebie pokochać.

Pokochaj się za same starania, czas leci i innej siebie teraz i wstecz mieć nie będziesz!

środa, 6 stycznia 2016

Retusz mózgu, czyli w czym jesteśmy dzięki mediom

 
                               

Dziś, chcę poruszyć temat ślepego wchodzenia w mody. O ile cenię sobie spokój wewnętrzny, potrafi się we mnie pojawić duży bunt na to, co dzieje się z ludźmi pod wpływem mediów. Podzielę się tym, co mnie wkurza na maksa, po cichu wierząc, że już osiągnę swój cel, jeśli gdzieś choć jedna osoba się, dzięki temu tekstowi ocknie albo na nowo polubi siebie.
Sprawa pierwsza: wyretuszowany wzorzec kobiety. Widzę, jakie okrutne w samopoczuciu, samoocenie i w obniżeniu poczucia własnej wartości w ogóle plony zbiera promowanie fotoszopowych dziewczyn. Właściwie wszystkie wyglądają już, jak z gier komputerowych, tyle że sprytna manipulacja daje nam złudzenie, że to one (nie my: autentyczne, zmęczone, z asymetrią, niedoskonałe) są naturalne, świeże, piękne "saute". Kobiety goniąc za kreowanym wizerunkiem, często nawet już podprogowo, chodzą od jednej kosmetyczki do drugiej, patrzą w lustro i wciąż nie wyglądają tak, jak na okładkach gazet.
Dziewczyny czują się brzydkie. Mężczyźni sięgają po męskie gazetki, w których pełno homoidów z sexapealem: dziewczyn wykreowanych przez grafików komputerowych, terroryzowanych tą modą i łatwo jej dających się zniewolić - w sieci pełno zdjęć, w których należy mocno zabić poczucie prywatności. Ludzie wpadli w jakiś chomiczy kołowrotek wyglądu zewnętrznego, w samym dbaniu o siebie nie byłoby nic złego gdyby nie to, że człowiek został sprowadzony tylko do mięsa. 


Siedząc z moją przyjaciółką na kawie doszłyśmy do smutnego wniosku: jesteśmy mięsem, które lajkuje i które dąży po trupach do tego, by być lajkowanym. Wpadliśmy w pułapkę chorej mody na bycie popularnym, fajnym i lubianym za upodabnianie się do komputerowych homoidów, robienie głupot i niebezpiecznych dla życia i zdrowia akcji, za to ze sponsorem w tle, ślepe dążenie do posiadania zamku, helikoptera i innych rzeczy materialnych - właściwie głupot z amerykańskich teledysków, nie leżących nawet w pobliżu szczęścia, za to naznaczających do bycia celebrytą.
Każdy ma święte prawo mieć swoje marzenia. Zobaczcie jednak, jak łatwo w te marzenia wskakuje sztanca z mediów! O czym marzysz? Czy w Twojej głowie masz jeszcze taką przestrzeń, która nie zapożycza z tego co dookoła? A może właśnie czujesz się źle, jesteś dla innych dziwakiem, nie wyrażasz swojego zdania i marzeń za często na głos, bo stoją zbyt pod prąd dzisiejszemu światu; masz dość bycia dziwakiem przywoływanym przez znajomych do tzw. twardego stąpania po ziemi?


Sława jest jak kolejny narkotyk. Dziś dać ją może już odpowiednio lajkowany youtube. Mam dziwne poczucie, że młodzi ludzie, wchodzą w życie pełni zachwytu i podziwu dla swoich idoli. Dla mitu i nimbu; gdyby kochali ich autentycznie raczej uciekaliby, że aż się kurzy, słysząc ich przesłania, niż wchodzili do tej samej wody. Czytają ich wszystkich potwornie wybiórczo, biorąc dla siebie tylko dorosłość w stylu "zioło, coś mocniejszego, alkohol". Tak, jakby w zachwycie, zwłaszcza dla tych, co jak bogowie umierają młodo, nie potrafili zobaczyć, że przyćpanie to złudna wolność, że oprócz pięknych sformułowań typu: "pomarańczowa cegła w ciepłym słońcu", z wierszy Morrisona można wziąć dla siebie: "Picie to dobre przebranie. Piję by móc rozmawiać z dupkami, nie wyłączając mnie samego. Zgroza interesów. Problem pieniędzy, winy. Czy zasługuję na to? Spotkanie, pozbyć się menedżerów i agentów".


Na fali informacji o śmierci Lenny'ego Klimistera fora zapełniły się wypowiedziami dziwnie kozakującymi. Dla Jego fanów bycie artystą to morze dozwolonych prochów i alkoholu. Co dzisiejsze dzieciaki mają w głowach? Czy ktoś ogląda filmy o nim, czyta jego biografię widzi w nim, porzuconego przez ojca pastora chłopca, próbującego całe życie przewalczyć poczucie opuszczenia, odrzucenia, niewiedzy na temat tego, co jest normalne, a co nienormalne i wyciąga wnioski dla siebie? Przyznam się, że w święta w ramach eksperymentu prześledziłam kilka programów w drugim cielcu naszych czasów - telewizorni (pierwszy to już raczej na pewno komputer i jego wszystkie wersje). Mój z kolei zapomniany dziś (obok Rene Girarda, Ericha Fromma, Merylin Monroe i wielu innych) idol Janusz Korczak doznałby szoku, jak media potrafią spaczać życie. Reklamy opowiadające o tym, jak świetny i lubiany jesteś dzięki piwu i wódce pojawiają się, co ciekawe jeszcze na długo przed tzw. dozwolonym czasem antenowym.

Co o tym myślisz? Czy to Cię wystarczająco wkurza, by dać siłę do kontestacji tego stanu rzeczy?


środa, 30 września 2015

Neurotyczna osobowość naszych czasów



"Manhattan" (1979), reż. Woody Allen /Tumblr


Lęk, strach i złość nie są dla nikogo emocjami przyjemnymi, wiele osób nazywa je wręcz "negatywnymi" czy "złymi". Stany te stanowią jednak konieczny element ludzkiego życia, są bowiem sygnałem alarmowym, kiedy nadciągają "czarne chmury" i grozi nam jakieś niebezpieczeństwo. W chwilach zagrożenia to właśnie uczucia lęku czy złości pomagają modyfikować zachowanie i odpowiadają za dwa główne wzorce reakcji stresowej - „walcz albo uciekaj”. 
Nie zawsze jednak sprawa jest taka prosta - często ucieczka lub walka nie są w ogóle możliwe. We współczesnym świecie istnieje wiele rodzajów stresujących sytuacji, kiedy nie możemy natychmiast zareagować i rozładować napięcia, kiedy musimy robić "dobrą minę do złej gry". Sytuacje przewlekłego stresu przy nieumiejętności uspokojenia i odprężenia stają się wtedy prostą drogą do powstania zaburzeń nerwicowych.


"Annie Hall" (1977), reż. Woody Allen /Tumblr

Powszechnie przyjmuje się, że strach to obawa przed konkretnym zagrożeniem czy stresującą sytuacją, natomiast lęk jest irracjonalnym poczuciem niepokoju, który trudno wiązać z jakimkolwiek realnym niebezpieczeństwem. Lęk jako emocja może mieć różnorodne nasilenie i objawiać się na wiele sposobów. Skrajnym przejawem lęku są napady paniki. Zaburzenia lękowe – powszechnie nazywane „nerwicami” – są najczęściej występującymi problemami psychicznych i dotyczą co piątej osoby. Rozpowszechnienie nerwic we współczesnym "stresującym" świecie powoduje, że mówi się o "neurotycznej osobowości naszych czasów" (tytuł znanej książki psychoanalityczki Karen Horney), a same zaburzenia lękowe zalicza się do chorób cywilizacyjnych.


"Blue Jasmine" (2013), reż. Woody Allen
/Tumblr

Objawy lęku dotyczą całości funkcjonowania człowieka i obejmują zarówno myśli, uczucia, dolegliwości somatyczne, jak i różnorakie zachowania podyktowane poczuciem zagrożenia i niepewności.
Wśród dolegliwości somatycznych, które najczęściej towarzyszą stanom lęku wyróżnia się:
                    pocenie się,
                    duszność,
                    ucisk w klatce piersiowej,
                    nudności,  wymioty,
                    bóle brzucha,
                    zgaga,
                    kołatanie serca,
                    suchość w jamie ustnej,
                    napięciowe bóle głowy,
                    osłabienie fizyczne,
                    zawroty głowy,
                    jadłowstręt,
                    drżenie,
                    dreszcze lub napady gorąca,
                    częste oddawanie moczu,
                    biegunki,
                    rumień lub blednięcie skóry,
                    parestezje (najczęściej uczucie mrowienie/drętwienia kończyn),
                    bóle kończyn lub stawów,
                    uczucie przelewania w brzuchu czy wzdęcia.

"Gorący temat" (2007), reż. Woody Allen
/Tumblr

W związku z tym, iż trudno wskazać zewnętrze źródła lęku, często zdarza się iż błędnie interpretuje się towarzyszące mu dolegliwości. Somatyczne objawy mogą wtedy zasłaniać jego komponent emocjonalny  i poznawczy  i stanowią wtedy tzw. „maski” lęku. Jeśli ww. objawy utrzymują się przez minimum 2 lata, a badania somatyczne nie wyjaśniają ich przyczyn – rozpoznaje się zaburzenia somatyzacyjne. Typowe jest, iż pacjenci początkowo nie przyjmują wyjaśnień o psychicznym podłożu swoich dolegliwości, na szczęście leczenie farmakologiczne powoduje stosunkowo szybki zanik tych uciążliwych objawów, a psychoterapia zabezpiecza przed ich występowaniem w przyszłości.

Pokrewne z zaburzeniami somatyzacyjnymi są zaburzenia hipochondryczne, także w ich przypadku powodem dolegliwości jest przewlekły lęk. Pacjenci z hipochondrią są nadmiernie zaabsorbowani odczuciami płynącymi z ciała, pospolite odczucia bardzo często interpretują jako nieprawidłowe i przykre. Towarzyszą im również uporczywe i nieracjonalne przekonania o występowaniu u nich poważnych chorób somatycznych.

"Zbrodnie i wykroczenia" (1989), reż. Woody Allen
/Tumblr
 
Rozróżnia się lęk wolnopłynący – kiedy objawy lęku towarzyszą człowiekowi praktycznie cały czas, lecz nie są ekstremalnie nasilone oraz lęk napadowy, który jest bardzo intensywny, ale krótkotrwały.
Napady paniki rozwijają się w ciągu kilku minut i ustępują w okresie krótszym niż  jedna godzina. W ciągu życia występują u 10-12% populacji Towarzyszą im bardzo silne dolegliwości somatyczne, które pacjenci często interpretują np. jako sygnał zawału serca: ból w klatce piersiowej, uczucie duszności, wzmożona potliwość, kołatanie serca, drżenia kończyn, dławienie w gardle, zawroty głowy i/lub uczucie omdlewania, lęk przed śmiercią lub „zwariowaniem”. Napadom paniki często towarzyszy agorafobia, czyli lęk przed znalezieniem się w sytuacji, z której trudno będzie uciec, lub w sytuacji, w której niemożliwe jest udzielenie pomocy – najczęściej obawy dotyczą przebywania w środkach komunikacji miejskiej, supermarketach, kościołach, teatrach itp. Napady paniki często łączą się też z tzw. lękiem antycypacyjnym – czyli obawą przed powtórnym napadem lęku.
Lęk uogólniony (wolnopłynący) występuje z kolei u około co dwudziestej osoby i przejawia się obawami dotyczącymi wielu sytuacji życiowych, zamartwianiem się, niepokojem, uczuciem napięcia wewnętrznego, wzmożonym napięciem mięśniowym, szybkim męczeniem się, trudnościami z koncentracją uwagi. Lęk ten często występuje niezależnie od jakichkolwiek szczególnych okoliczności zewnętrznych ani nawet nie nasila się pod ich wpływem.

"Hannah i jej siostry" (1986), reż. Woody Allen
/Tumblr
     
Jeszcze innym przejawem zaburzeń lękowych są fobie - lęk występuje wtedy tylko w specyficznych sytuacjach lub w obecności specyficznych przedmiotów.
Fobie dotyczą kilkunastu procent społeczeństwa, a wśród najczęściej występujących  rodzajów fobii wyróżnia się:
                    fobię społeczną – lęk przed sytuacjami społecznymi, jak np. publiczne wystąpienia, egzaminy,
                    agorafobię – lęk przed przebywaniem w środkach komunikacji miejskiej, supermarketach, kościołach, teatrach itp.,
                    akrofobię - lęk przed przebywaniem na dużej wysokości,
                    klaustrofobię - lęk przed przebywaniem w małych, zamkniętych pomieszczeniach,
                    arachnofobię -lęk przed pająkami,
                    nyktofobię - lęk przed ciemnością,
                    hematofobię - lęk przed widokiem krwi, obserwuje się go często np. w sytuacji pobierania krwi do badań,
                    brontofobię - lęk przed burzą,
                    odontofobię – lęk przed leczeniem dentystycznym.

Leczenie zespołów lękowych polega na kompleksowym łączeniu farmakoterapii oraz psychoterapii. W leczeniu stosuje się leki o działaniu przeciwdepresyjnym i przeciwlękowym.
"Wnętrza" (1978), reż. Woody Allen
/Tumblr

Odnośnie psychoterapii – najczęściej zaleca się podejście poznawczo-behawioralne oraz psychodynamiczne. W pierwszym nurcie uczy się pacjenta relaksacji i wentylowania emocji, stosuje się też elementy treningu asertywności i rozwiązywania problemów codziennego życia. W nurcie psychodynamicznym pracuje się głównie nad uzyskaniem wglądu, a podłoża objawów szuka się w nieświadomych konfliktach i problemach emocjonalnych – w toku terapii przepracowuje się te trudne emocje i dzięki temu nie są one już dłużej źródłem dolegliwości.

Pocieszające jest to, że pomimo uciążliwości i częstego występowania zaburzeń lękowych – w porównaniu z innymi problemami psychicznymi – te jest najłatwiej wyleczyć, a pacjenci mogą dość szybko wrócić do pełni zdrowia i satysfakcjonującego życia. Pod tym względem na szczęście postaci z filmów Woody'ego Allena (które to korzystają z wieloletnich i bezowocnych terapii) nie oddają wiernie realiów neurotycznej rzeczywistości.



Biblliografia:

  • Bilikiewicz A., Pużyński S., Rybakowski J., Wciórka J. (red.) (2002) Psychiatria. Tom II. Wrocław: Wydawnictwo Medyczne Urban & Partner.
  • Jarema M., Rebe-Jabłońska J. (red.) (2011) Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL.
  • Scully J. (1998) Psychiatria. Wrocław: Wydawnictwo Medyczne Urban & Partner.

niedziela, 6 września 2015

Schizofrenia bez tajemnic

"Jak w zwierciadle" (1961) , reż. Ingmar Bergman / Tumblr



Człowiek w fazie remisji choroby psychicznej często odczuwa radość z powodu powrotu do dawnych zajęć. 
Jeśli jednak ktoś przez wiele miesięcy albo wiele lat czul się wtajemniczony w sekrety wszechświata, a nawet Boga, teraz zaś nie może się z tego cieszyć, z pewnością reaguje zupełnie inaczej. 
W przypadku Nasha powrót do zwykłego, racjonalnego myślenia wywołał poczucie utraty znaczenia. Coraz większa adekwatność i jasność myślenia, którą lekarz, żona i koledzy wychwalali jako poprawę stanu zdrowia, dla niego była równoznaczna z pomniejszeniem własnej osoby. 
W swoim autobiograficznym eseju, napisanym po otrzymaniu Nagrody Nobla, Nash pisze, że „racjonalne myślenie narzuca ograniczenia wyobrażeniom danej osoby o jej związku z «kosmosem»".' 
O remisji pisze nie jak o radosnym powrocie do zdrowia, ale jako „interludium wymuszonej racjonalności". Ton żalu przypomina słowa Lawrence'a, młodego schizofrenika, który wymyślił teorię „psychomatematyki" i powiedział Louisowi Sassowi, psychologowi z Rutgers: „Ludzie wciąż myśleli, że odzyskiwałem swój talent, podczas gdy w rzeczywistości powracałem do coraz to prostszych i prostszych form myślenia." 
Sylvia Nasar, „Piękny umysł”

Rozdwojenie jaźni?
Termin schizofrenia pochodzi z połączenia dwóch greckich słów: „schizo” (rozszczepiam, rozłupuję, rozdzieram) oraz „fren” (umysł, serce, wola) i oznacza rozszczepienie umysłu.
Jednak, wbrew powszechnie pokutującym poglądom, schizofrenia to nie „rozdwojenie jaźni”. Błąd ten najprawdopodobniej zawdzięczamy - skądinąd genialnemu -  Hitchcockowi. Jego słynny film z 1960 roku o cierpiącym na rozdwojenie jaźni Normanie Batesie nosił bowiem tytuł „Psychoza”. Tymczasem rozdwojenie jaźni odnosi się do dysocjacyjnego zaburzenia osobowości, dawniej nazywanego osobowością wieloraką lub mnogą. To nie schizofrenia, ale dysocjacyjne zaburzenie osobowości objawia się naprzemiennym występowaniem różnych osobowości i tożsamości u jednej osoby.
Eugen Bleuler, który w 1908 r. ukuł termin schizofrenia, przez nazwę „rozszczepienie umysłu” rozumiał oddzielenie od siebie aspektów emocjonalnych i intelektualnych w umyśle chorego: reakcje schizofrenika lub ich brak wydają się niepowiązane z aktualnymi doświadczeniami. Chory może na przykład śmiać się lub płakać bez widocznej przyczyny, albo słuchać złych wieści bez okazywania żadnej reakcji. Nie u wszystkich pacjentów występuje to oderwanie emocji od intelektu, ale termin pozostał.

Fakty i mity
Na temat schizofrenii funkcjonuje bardzo dużo mitów i nieprawdziwych stereotypów. Poza problemem znaczenia  „rozszczepienia umysłu”, w powszechnym przekonaniu schizofrenia dotyka jedynie młode, bardzo uzdolnione i dużo uczące się osoby. Tymczasem schizofrenia jest chorobą bardzo demokratyczną: chorują na nią ludzie ze wszystkich grup społecznych, bez względu na poziom inteligencji czy zdobyte wykształcenie. Inny nieprawdziwy mit, to ten, że schizofrenia jest wyjątkowo rzadką chorobą – dotyka ona bowiem co setnego człowieka na Ziemi, w Polsce na schizofrenię leczy się więc około 400 tysięcy osób. Do najbardziej znanych ludzi chorych na schizofrenię należą: John Nash (laureat Nagrody Nobla), Floyd Syd (założyciel Pink Floyd),  Brian Wilson  (lider The Beach Boys) oraz najprawdopodobniej pisarz science fiction Philip K. Dick. Schizofrenia nie jest też chorobą nieuleczalną - u 1/3 chorych uzyskuje się długie remisje, kolejna 1/3 nieźle funkcjonuje. W związku z tym nie wszyscy chorzy na schizofrenię wymagają długotrwałego leczenia szpitalnego, większość z nich jest leczona ambulatoryjnie. Bardzo krzywdzącym stereotypem jest przekonanie o wyjątkowej agresywności schizofeników. Prawda jest jednak taka, że dużo częściej to osoby chore stają się obiektem napaści i rozbojów niż same prowokują czy planują takie sytuacje. Dodatkowo, choć powszechnie uważa się, że seryjni mordercy i inni groźni przestępcy muszą być szaleni i niepoczytalni, to prawdą jest, że w przytłaczającej większości przypadków są to osoby zdrowe, ale wykolejone społecznie i zdemoralizowane (jeśli spełniają one jakieś kryteria zaburzeń psychicznych, to głównie psychopatii czyli antyspołecznego zaburzenia osobowości). Pacjenci w ostrej psychozie mogą co prawda być nieprzewidywalni, zdarzają się u nich wybuchy agresji, ale w takich stanach najczęściej znajdują się już w szpitalu – objawy zwiastujące nadejście kolejnego epizodu są chorym dobrze znane, znają je też rodziny i lekarze prowadzący i kiedy stan pacjenta się pogarsza – kieruje się go odpowiednio wcześnie na oddział całodobowy. Dodatkowo podczas ostrego procesu psychotycznego zaburzenia myślenia są na tyle poważne, że nawet podczas ewentualnego wybuchu agresji, schizofrenik nie jest w stanie dokładnie i z premedytacją zaplanować żadnej masowej egzekucji. Takie działania wymagają wielu wcześniejszych szczegółowych przygotowań i dlatego nie mogą być przeprowadzane przez osoby o ograniczonej lub całkowicie zniesionej poczytalności.

Schizofrenia w liczbach
Na schizofrenię choruje 1% społeczeństwa. Typowy wiek zachorowania to u mężczyzn 20-25 lat, u kobiet 26-35 lat. Choć choroba zaczyna się czasami w dzieciństwie lub w wieku podeszłym, to jednak aż w 75% przypadków jej początek przypada na okres między 15. a 45. rokiem życia. Co 10 osoba ze schizofrenią ginie śmiercią samobójczą. U 60% pacjentów choroba przyjmuje postać epizodyczną, u około 30% remisje (czyli okresy pomiędzy nawrotami choroby) sięgają do 5 lat, a u ostatnich 10% konieczne są prawie ciągłe hospitalizacje.

Objawy
Schizofrenię dzieli się na 6 postaci/rodzajów: schizofrenię prostą, paranoidalną, hebefreniczną, katatoniczną, niezróżnicowaną i rezydualną.
Wyróżnia się dwa typy objawów w schizofrenii i tym samym dwa główne typy schizofrenii: zespół pozytywny i zespół negatywny. Objawy pozytywne (czyli takie, które występują u chorych; a u zdrowego człowieka – nie) obejmują: halucynacje (omamy), urojenia (np. prześladowcze, wielkościowe, odnoszące czy owładnięcia) oraz dziwaczne zachowania. W schizofrenii najczęstszym rodzajem omamów są omamy słuchowe, przyjmujące charakter głosów komentujących zachowanie chorego lub prowadzących spór na jego temat. Głosy te mogą też przyjmować formę wyzwisk, oskarżeń lub poleceń. Omamy wzrokowe, węchowe czy smakowe występują dużo rzadziej.
Dużo mniej znane objawy negatywne (czyli nieobecne „normalne” zachowania) to: spłycenie afektu, ubóstwo języka, aspołeczność i apatia. Wbrew pozorom, te mniej spektakularne objawy zwiastują gorsze rokowanie dla chorego. Zespół negatywny rozwija się bowiem podstępnie i powoli i ma charakter przewlekły; natomiast zespół pozytywny ma gwałtowny początek, ale kiedy epizod psychotyczny się skończy – pacjent może funkcjonować całkowicie normalnie. Do pierwszego typu schizofrenii zalicza się tzw. schizofrenie prostą, do drugiego schizofrenię paranoidalną.

W kręgu podejrzeń
Schizofrenia paranoidalna to najczęściej rozpoznawana postać schizofrenii – w Polsce diagnozę ta otrzymuje 65% pacjentów ze schizofrenią. Wybucha ona nagle, ma gwałtowny przebieg, lecz może się skończyć równie szybko, jak się zaczęła. Objawia się nadmierną podejrzliwością, poważnymi problemami w związkach z innymi ludźmi, utratą zdolności krytycznej oceny sytuacji i nieprzewidywalnością zachowania. W tej postaci  schizofrenii występują tez omamy i urojenia. W przypadku urojeń prześladowczych chorzy zaczynają podejrzewać krewnych lub znajomych o to, że go śledzą, obserwują, trują, obmawiają lub kierują nim za pomocą rozmaitych, nękających „urządzeń” własnego pomysłu. Urojenia wielkościowe przyjmują z kolei postać przekonania, że jest się znaną postacią z przeszłości lub teraźniejszości albo np. Bogiem. Jeśli chodzi o przykładowe rodzaje omamów, pacjenci mogą np. słyszeć głos Boga, głosy swoich wrogów. Mogą widzieć anioły lub czuć szkodliwe promienie przewiercające ich ciało w różnych miejscach.
„Postać urojeniowa występuje zazwyczaj później niż inne formy schizofrenii. Pod koniec okresu młodości osobowość jest bardziej skonsolidowana, a sposoby ekspresji lepiej utrwalone niż na jej początku i dlatego prawdopodobnie w schizofrenii urojeniowej przeważają werbalne sposoby wyrażania swych przeżyć; „fasada” osobowości jest bardziej zachowana. Zdarza się, że chory swym zachowaniem nie budzi zastrzeżeń u otoczenia, dopóki nie zacznie opowiadać o swoich najbardziej osobistych przeżyciach.” (A. Kępiński)

To takie grzeczne dziecko
Schizofrenię prostą cechuje stopniowo narastające zobojętnienie chorego, utrata zainteresowań, apatia i obniżenie nastroju. Przyszli chorzy na schizofrenię prostą już od dziecka wykazują pewne charakterystyczne cechy osobowości, odróżniające ich od reszty rodzeństwa, jak np.: nieśmiałość, trudności w nawiązywaniu kontaktów z otoczeniem, poczucie niższości kompensowane skłonnością do marzeń, przesadna uległość, itp. W okresie dorastania objawy powoli się nasilają. I radosne, i smutne wydarzenia (nawet śmierć bliskiej osoby), wydają się po nastolatku spływać bez śladu; drobne przykrości mogą natomiast wywołać wybuchy złego humoru, złości czy przygnębienia. Początkowo chory nie zaniedbuje swoich obowiązków, ale robi je stereotypowo, „bez serca”, jak automat. W konsekwencji wyniki w nauce są stopniowo coraz gorsze, mimo że uczeń/student ciągle siedzi nad książkami. Chory nastolatek stroni od towarzystwa, zmuszony do kontaktu jest nieśmiały, zamknięty w sobie, odpowiada tylko zdawkowo. Trzyma się też kurczowo pewnych stereotypów zachowania, nie można go nakłonić by zmienił styl ubierania się, czesania, porządku dnia, itd. Mogą pojawiać się urojenia hipochondryczne. W postaci „filozoficznej” natomiast, kiedy chory jest w lepszym nastroju, chętnie podejmuje jałowe dyskusje religijne czy filozoficzne, jednak przez większość czasu rozważa nad bezsensem życia, ludzkich zainteresowań lub zabiegów, marzy o tym by zasnąć i nigdy się nie obudzić. Z czasem dziwactwa się mnożą. Pojawiają się epizody podniecenia lub osłupienia katatonicznego, elementy hebefreniczne czy paranoidalne.
Kępiński pisze, że „Brak inicjatywy, normalnej ruchliwości, posłuszne trzymanie się utartych stereotypów zachowania się, są traktowane niekiedy przez otoczenie jako cechy dodatnie. Mówi się o chorym: „jakie to dobre, grzeczne dziecko”, choć już dzieckiem dawno być przestał. Czasem tylko to wyrośnięte dziecko przerazi rodziców wybuchem wściekłości, ordynarnego zachowania, wrogości, nieumotywowanego śmiechu, dziwnym grymasem twarzy, próbą ucieczki lub samobójstwa.
Ale na ogół jest dobry, posłuszny, wykonuje polecenia bez oporu, nie wyrywa się z domu jak jego rówieśnicy, jest cichy, spokojny. Rodziców, zwłaszcza trochę despotycznych, cieszy takie dobrze ułożone dziecko. Taki cichy typ schizofrenii jest z punktu widzenia lekarskiego najniebezpieczniejszy, gdyż zwykle wiele czasu upływa, nim najbliżsi zorientują się, iż chory wymaga psychiatrycznej opieki.”

Hebefrenia i katatonia
Schizofrenia hebefreniczna występuje bardzo rzadko (to ok. co 200 przypadek schizofrenii), pojawia się w młodszym wieku niż inne postaci i prowadzi do większej dezintegracji osobowości. Zazwyczaj już przed ujawnieniem się choroby nastolatek zachowuje się dziwnie, jest przesadnie drobiazgowy w mało ważnych sprawach, interesuje się zawiłymi problemami metafizycznymi i filozoficznymi. Z upływem czasu stopniowo zamyka się w sobie i swoich fantazjach, stroni od spotkań ze znajomymi, jest coraz bardziej obojętny emocjonalnie. Z „dobrego chłopca” czy „grzecznej dziewczynki” przeobraża się, ku rozpaczy rodziców, w zbuntowanego nastolatka. Nazwa tego rodzaju schizofrenii pochodzi od słowa greckiego „hebe”, które po grecku oznacza: młodość, siła, krzepkość, uciecha, wesołość, łono. Objawy tej postaci schizofrenii to błaznowanie, robienie głupich kawałów; lekceważenie norm społecznych; nieprzewidywalność i impulsywność; dziwaczne, czy wręcz obsceniczne zachowanie; brak poczucia taktu czy wstydu; nadmiar inicjatywy, ruchliwość i wesołkowatość (ale jest to „humor wisielczy”, z odcieniem katastroficznym); przewlekłe uczucie pustki i bezsensu.
Pełnoobjawowa schizofrenia katatoniczna występuje nieco częściej, bo u co 50 osoby ze schizofrenią, choć jakaś forma objawów katatonicznych występuje już u co piątego schizofrenika. Katatonia wyraża się zaburzeniami zachowania ruchowego i dzieli na katatonię hipokinetyczną oraz katatonię hiperkinetyczną. Ta pierwsza objawia się skrajnym zamknięciem i nagłym znieruchomieniem: chory może pozostawać w bezruchu w jednej pozycji przez kilka godzin, a nawet dni (tzw. stupor), przekraczając granice wytrzymałości człowieka zdrowego (jest to tzw. gibkość woskowa). Zwykle pacjent w katatonicznym stuporze uparcie opiera się zmianom swojej pozycji, często milczy cały czas (tzw. mutyzm), nie pozwala się nakarmić i nie słucha żadnych poleceń, nie kontroluje swoich potrzeb fizjologicznych, wyraz twarzy ma zazwyczaj pusty (hipomimia), nie reaguje na groźby ani ból, nie ubiera się i nie myje się sam, robi to personel szpitala.
W katatonii hiperkinetycznej chory jest skrajnie pobudzony (tzw. furor); mówi szybko i bez związku lub krzyczy; biega tam i z powrotem; podejmuje gwałtowne, impulsywne, szalone czynności; okalecza się lub próbuje popełnić samobójstwo. W postaci tej może także dojść do śmierci w wyniku zbyt gwałtownego wyładowania układu autonomicznego (tzw. śmierć „wudu” wg Cannon’a).
„Zarówno osłupienie, jak i podniecenie katatoniczne wywiera silne wrażenie na otoczeniu. Trudno opanować uczucie lęku w kontakcie z chorym, którym z dzikim, wystraszonym wyrazem twarzy miota się, rzuca się na otoczenie, przeraźliwie krzyczy, wykazując przy tym tak niezwykłą siłę, że często kilka osób nie może go obezwładnić. W chaotycznych, bezcelowych i niezwykle gwałtownych ruchach chorego dominuje tendencja do uwolnienia się od skrępowania i ucieczki ślepo przed siebie.
Wykrzykiwane słowa wyrażają najczęściej lęk, rzadziej – ekstazę. Słowa są niepowiązane w zdania, chory czasem silnym głosem je wyśpiewuje, powtarzając ten sam fragment melodii.” (A. Kępiński)

Pomiędzy nawrotami lub bez nich
Schizofrenia niezróżnicowana występuje przeważnie w pierwszym epizodzie schizofrenii, a także w okresie przechodzenia z jednej postaci w drugą. Z kolei postać rezydualna dotyczy osób, które miały atak choroby, ale obecnie choroba jest w okresie remisji lub pozostaje w uśpieniu i pacjenci nie mają wyraźnych objawów psychotycznych. Choroba pozostawia u nich jednak pewne ślady w postaci dziwacznych przekonań, spłycenia afektu lub ekscentrycznego zachowania.
Badania wskazują, że u większości schizofreników (60-70%) po upływie 5 lat od pierwszego epizodu choroby ich stan psychiczny stabilizuje się i nie następują już większe zmiany. Możliwe są jeszcze kolejne nawroty, jednak nie pogarszają one ogólnego stanu pacjenta. Dodatkowo u około 30% osób ze schizofrenią obserwuje się zjawisko „późnych popraw”, pojawiające się po 20-30 latach od początku choroby i oznaczające wyraźną i długotrwałą poprawę zarówno stanu psychicznego, jak i funkcjonowania życiowego. Z roku na rok, wraz z wprowadzaniem coraz skuteczniejszych neuroleptyków tzw. nowej generacji, liczba pacjentów z ciężką, lekooporną formą schizofrenii spada, a systematycznie wzrasta liczba osób wracających - po przejściowym kryzysie psychotycznym - do pełni zdrowia.
Jednak bez zrozumienia i odrobiny dobrej woli ze strony społeczeństwa  pacjentom może być bardzo trudno wrócić do normalnego funkcjonowania. Statystyki wskazują bowiem, że na chwilę obecną 47% osób traci pracę zaraz po postawieniu diagnozy schizofrenii, a kolejna fala zwolnień zbiega się z drugim epizodem choroby. Same leki przeciwpsychotyczne mogą poprawić aktualny stan chorego, ale jeśli musi on wciąż zmagać się z nieprzychylną, odtrącającą i stygmatyzującą postawą otoczenia – trudno mieć nadzieję na pełny powrót do zdrowia i satysfakcjonujące funkcjonowanie.
Długoterminowe badania Światowej Organizacji Zdrowia na pacjentach schizofrenicznych wielu państw wskazują, że w krajach rozwijających się (jak np. Indie, Kolumbia czy Nigeria), w których niższa jest wiedza o chorobach psychicznych i nie ma jeszcze zjawiska stygmatyzacji – osoby po kryzysie psychicznym dużo częściej wracają do pełni zdrowia niż w bogatych społeczeństwach krajów rozwiniętych (jak np. Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Irlandia, Dania, Czechy, Słowacja, Japonia i Rosja). Dużo niższa dostępność skutecznego leczenia przeciwpsychotycznego w tych państwach dowodzi jednoznacznie ogromnej roli wsparcia społecznego w pokonywaniu schizofrenii. Okazuje się więc, że stygamtyzacja może wpędzać w chorobę, a zwykła ludzka życzliwość – uzdrawiać.

Bądźmy dla siebie wyrozumiali. 
Nigdy nie wiemy, czy i my nie będziemy kiedyś potrzebowali wsparcia i pomocy innych.
Obyśmy wtedy nie zostali ze swoim problemem sami.

Bibliografia:
Carson R., Butcher J., Mineka S. (2005) Psychologia zaburzeń, vol. 2. Gdańsk:  GWP.
Cierpiałkowska L. (2011) Schizofrenia i inne zaburzenia psychotyczne. W: L. Cierpiałkowska, Psychopatologia. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.
Drat-Ruszczak K. (2012) Psychologia schizofrenii. W: H. Sęk, Psychologia kliniczna. T. I. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Jarema M. (2011) Schizofrenia. W: M. Jarema, J. Rebe-Jabłońska, Psychiatria. Podręcznik dla studentów medycyny. Warszawa: Wydawnictwo Lekarskie PZWL.
Lauveng A. (2013) Byłam po drugiej stronie lustra. Sopot: Smak Słowa.
Kępiński A. (2010) Schizofrenia. Kraków: Wydawnictwo Literackie.
Wciórka J. (2002) Schizofrenia, zaburzenia schizotypowe i schizoafektywne. W: Bilikiewicz A., Pużyński S., Rybakowski J., Wciórka J. (red.). Psychiatria. T. II. Wrocław: Wydawnictwo Medyczne Urban & Partner.